Ściany z gliny lekkiej w pracowni

Prawie rok czekała pracownia na dokończenie ścian działowych. Z nieba spadł Marcin i zaczęła się ROBOTA.
Najpierw trzeba przygotować towar czyli bomby werstockie z gliny piasku i słomy...
...potem przygotować szalunek i upychać bomby 
 Takie proste!

Po pierwszych tonach ubitego towaru, przygotowanego ręcznie bez żadnych cywilizacyjnych udogodnień (np. betoniarki, mieszadła), zaczęliśmy kombinować jak przyspieszyć wypełnianie grubej na 20 cm ścianki kuchenno-łazienkowej. Rozwiązaniem był cordwood! Autorska wersja: zamiast okrągłych polan opałowych, które trzeba by okorować, zaczęliśmy układać w ścianie drewniane odpadki budowlane.

I tak powstała ścianka "blok czekoladowy"

"Blok czekoladowy" gotowy.

Od strony kącika kuchennego ułożyłam rządek wystających drewienek, na których będzie można zawiesić to i owo.


 Ścianka łazienkowa powstawała tradycyjnie w technice gliny lekkiej. W trakcie zaczęliśmy wstawiać do środka słoiki, żeby przyspieszyć prace i zmniejszyć ilość zużywanego "towaru". Kilka słoików ma sekretną zawartość, ktoś kiedyś będzie miał niespodziankę przy rozbieraniu ścian:)
 Małe słoiki ukryły się całkowicie w ścianie, za to duże słoiki okazały się świetnymi luksferami.


Marcin pojechał dalej w świat, a Zosia Samosia dokończyła ścianki sama samiuteńka:) (No dobra, Pan Mąż przykręcił jeden szalunek)



 Nad drzwiami do łazienki zaplanowałam luksfery z pięknych słoików po ogórkach. Skleiłam poxipolem wieczka. Powinno się trzymać.

Słoik zamontowany na sznurek
Budowa ołtarza:)
Z powodu wystających słoików wypełniałam ścianę bez szalunku, dlatego wyszła taka włochata i szalona.


Efekt prawie końcowy. Po wyschnięciu jeszcze "się" otynkuje.

Koniec budowy!

2 sierpnia zakończyliśmy epopeję papierkową, która trwała radosne cztery miesiące, i oficjalnie zakończyliśmy budowę! Co za radość!



Żółta tablica trafia do archiwum



Werstok 30D, Dom Dobry:)




Nasza betonowa podłoga

Ponieważ nie zgadzamy się na bylejakość, ponieważ nie lubimy podróbek (czyli drewnopodobnych płytek i paneli, a na ogrzewanie podłogowe nie wszystko się nada) zostawiliśmy EVERYWHERE betonową posadzkę. To zwykły chudziak, jaki wylewa się pod następne warstwy podłogowe, w naszym przypadku ostateczna warstwa. Po długich grzebaniach w internetach trafiliśmy na firmę  Arel oferującą hamerykańskie produkty do impregnacji betonu. Firma bardzo godna polecenia, kontakt z właścicielem bardzo rzeczowy i miły, porady techniczne bardzo cenne. Jesteśmy bardzo zadowoleni z efektu z wykorzystaniem barwnika na parterze i w części gościnnej.

Najbardziej pracochłonne jest przygotowanie podłogi do impregnowania. Szorowanie.

Szorowanie w gościnnym salonie.



Odkurzanie ośmiornicą.
Malowanie barwnikiem w salonie gościnnym...


Malowanie barwnikiem w naszym salonie, wyk.Tola

Pięć warstw zabezpieczenia: barwnik, uszczelniacz 1, uszczelniacz 2, 2 warstwy wosku




Użytkowanie:)

 
W naszej części na piętrze zaimpregnowaliśmy beton bez pomalowania barwnikiem i efekt jest taki sobie. Widać wszelkie nieusuwalne zabrudzenia powstałe w trakcie budowy. Poprawimy zabarwionym woskiem, kiedy przyjdzie czas:)

W naszej górnej łazience poradziłam sobie z plamami zamalowując je na niebiesko. Nie jest źle:)

Klepisko c.d.

Po przerwie świątecznej nadszedł czas na drugą warstwę klepiska.
Receptura zmodyfikowana: lokalna glina przesiana drugi raz przez gęstsze sito, drobny lokalny piach plus rozmoczona krowia kupa z naszej łąki dla wzmocnienia.


A wiosna tego roku jest taka zimna, że musiałam się rozsiąść w salonie z przesiewaniem gliny.

Trzymamy w salonie dinozaury:)
Zaczyna się druga warstwa.



Czas naglił. Marcin musiał jechać dalej w świat, więc musiałam skończyć sama. Nieduży kawałeczek robiłam trzy dni, ale zrobiłam!




Koniec!
Zostało jeszcze olejowanie. c.d.n.

Marzenia się spełniają- klepisko

Marzyłam o tym, żeby mieć w domu glinianą podłogę. Kamil nie podzielał mojego entuzjazmu dla ziemnych posadzek, dlatego klepisko będzie tylko w pracowni.
Przyjechał Marcin- Master of Clay:)
Zakładaliśmy, że wykorzystamy radoszycką rudą glinę, która została z tynkowania ścian, ale okazało się, że jest jej za mało. Marcin przetestował lokalną glinę, której pokaźna górka została po akcji sadzenia drzewek i zdecydował, że się nada. Ma piękny kawowo-mleczno-zielonkawy kolor, jest bardzo tłusta. Po próbach okazało się, że potrzeba trzech części piachu na jedną gliny. Plus sieczka. Plus woda.



 Robota jest mordercza, Marcin w zasadzie wszystko robi sam: trzeba przesiać piach, przesiać glinę, bo ma sporo kamulców, wymieszać (na szczęście jest duże mieszadło:)), dodać sieczkę, znowu mieszać i już można spędzać czas na klęczkach...


trochę pomagam z doskoku, tutaj przesiewam glinę
beton trzeba mocno zlać wodą 




pierwsza warstwa ma 2 cm grubości

żeby było równo trzeba ściągnąć nadmiar






klepisko "doszło" do drzwi

Widać jeszcze mokre plamy
Pierwsza warstwa schnie. Druga, wykończeniowa wkrótce się zacznie. To be continued...